1000 euro dla każdego.... Minimum!

9 czerwca 2014 roku, 11:16 9 czerwca 2014 roku, 11:17

autor: Tomasz Sadlik

Tomasz Sadlik, któremu w 2007 roku bank Raiffeisen udzielił kredytu 600 tysięcy złotych polskich, zapewniając, że nie ma ryzyka kursowego, nie przedstawiając symulacji, oszukując ustami pracownika banku, że w razie problemów ze spłatą straci jedynie to, co wpłacił plus nieruchomość, na którą brał kredyt.

Blog Pro Futuris

Stowarzyszenie wspierające poszkodowanych przez Banki

15 osób wzięło udział w dyskusji

Panie Tomaszu Obserwuje Panskie dzialania, regularnie czytam co zamieszcza Pan na Pro Futuris i kibicuje Panskim dzialaniom w sprawie kredytow frankowych. Z postulatem pensji minimalnej nie jest jednak tak latwo. Oczywiscie firmy moglyby taka pensje placic ale w znakomitej wiekszosci przypadkow musialyby podniesc swoje ceny. Za chwile okazuje sie, ze to co mamy wiecej w kieszeni jest zjadane przez rosnaca inflacje i sila nabywcza sie nie zmienia. Podobnie nie mozliwym jest podniesie naszych pensji do jakiegos poziomu w euro. Nawet gdyby Panstwo dodrukowalo pieniadze i podarowalo przedsiebiorstwom, zeby mogly z nich placic wyzsze place, to za chwile nastapi korekta kursu i w euro placa sie nie zmieni. Prawdziwa przyczyna naszych klopotow jest to ze jestesmy po prostu biedni. (Jakie sa przyczyny to temat na inna dyskusje, moze wojna, moze dzika prywatyzacja gdzie wyprzedawalo sie majatek narodowy). Problem jest taki, ze Panstwa Europy Zachodniej na kapitale, ktory posiadaja zarabiaja w Polsce a zyski transferuja za granice. Dzieki temu moga sobie chociazby pozwolic na wyzsze place dla pracownikow. Inna sprawa to dojrzalosc rynku i znowu kwestia bogactwa. Dlaczego wyjazd wakacyjny w Niemczech czy Austrii kosztuje tyle co w Polsce? Dlaczego niemiecki tour-operator nie ma pokusy, zeby zarobic wiecej na bogatszym kliencie? Ano dlatego, ze prawie kazdy Niemiec na te wakacje jezdzi bo go stac, jest to powszechne, co za tym idzie jest szalona konkurencja, ktora ciagnie marze w dol. Prosze popatrzec na ceny produktow w Rossmanie w Polsce i Niemczech, sa takie same. Nikt mi nie wmowi, ze koszty dzialalnosci sa takie same, zatem logiczne jest ze Rossman w Polsce ma wyzsza marze. Co za tym idzie, wyzszy zysk, ktory ... tak dokladnie transferowany jest za granice, przyczyniajac sie do dobrobytu innych Panstw:) Problem nie jest prosty jak sie wydaje, pierwsza sprawa byloby pociagniecie do odpowiedzialnosci, tych ktorzy do tego dopuscili (np: wedlug roznychwyliczen nasze banki zoszaly puszczone w swoim czasie za 10%-20% wartosci). Wbrew pozorom nie jest ich trudno znalezc, sa na Wiejskiej od lat, ale pewnie predzej wymra niz doczekamy sie sprawiedliwego sadu

nie jest to aż taki idiotyzm, jak wynikałoby z komentarzy. Autorowi nie chodzi o 1000 euro, tylko o to, by zrównać relacje wynagrodzenia u nas i za granicą. Wbrew pozorom może to nastąpić szybciej niż się spodziewają autorzy komentarzy. Z drugiej strony dziwne, że wszystkie one takie zgodne? Szczerze mówiąc nie martwiłbym sie jakimś interesem państwa i polskiej gospodarki. Martwię się sytuacją babci Zosi, studenta Staszka i licealistki z Gorzowa. Bo ona dotyczy i mnie. O mityczny interes państwa niech się martwi mitycznie opłacany personel ministerstwa finansów. Będę głosował na gościa, który zapewni mi zrównanie mojego wynagrodzenia z pensją pracującego na podobnym stanowisku pracownika w Niemczech.

Panie Tomaszu dlaczego 1000? Proponuję od razu 5000, 10000, co ja mówię - milion. Przyjmując, że to takie proste, dlaczego zatrzymywać się "w pół drogi"? ;)

Gość <<<>>> Gdy Henry Ford podnosił pensje robotników w swojej facryce o 100% w praise pisano o tym, że Ameryka się rozpadnie jak domek z kart. Dziś ogromna większość amerykańskich ekonomistów przyznaje, że był to początek rozkwitu Ameryki. Za Fordem poszli inni (nie jest teraz ważne czy chętnie czy niechętnie) i tak zwana "siła nabywcza ludności" rozkręcała koniunkturę. Zyskali na tym wszyscy. Tak więc "1000 euro od jutra" nie należy traktować jako żart tylko jako "zaproszenie" do poważnej rozmowy nad tym jak zwiększyć w Polsce "siłę nabywczą ludności".

To rozumiem jest żart ;D Bo tego szaleństwem nazwać już nie można... Przyznajcie się, jakiś liberał wrzucił to dla hecy.

AK <<<>>> Jaki wzrost cen? Ceny w Polsce sa praktycznie takie same jak w EU I wyzsze niż w Stanach i Kanadzie. O ile nastąpi wzrost cen to wielu ludzi zacznie po prostu zarabiać wożące podstawowe towary z Niemiec, Czech lub Słowacji. np <<<>>> Podatki w Polsce sa praktycznie na takim samym poziomie (procentowo do zarobków brutto ja w krajach EU, Stanach i Kanadzie. Przy wyższych zarobkach I przy tym samym procentowym poziomie opodatkowania do budżetu wpływac będzie wiecej pieniedzy - na służbę zdrowia, edukację, itd. Gość <<<>>> Wolność składa się z różnych części. Częścią szeroko rozumianej wolności jest wiec np., wolność ekonomiczna czyli prawo do tego aby za pracę otrzymywać wynagrodzenie odpowiadające wrtości pracy. A z tym właśnie mamy problem. Tak zwani "pracodawcy" chcą sprzedawać swoje towary i usługi za cenę odpowiadającą ich wartości płacąc ludziom mały ułamek wartości ich pracy. To trzeba zmienić.

autorowi, który głosi tezy na poziomie 16 latka, który uważa że pieniądze biorą się z bankomatu, chyba mózg zlasowało. On myśli że wszystkie prywatne firmy w Polsce płacą tyle ile płacą bo resztę mitycznych zysków lokują na kontach w Szwajcarii albo kupują diamenty i jachty. Dziwnym trafem pan autor mieni się prawicowcem, a głosi hasła jawnie socjalistyczne. Prawica to wolność. Wolny rynek. Ceny same się regulują. Płace również. Jest popyt na pracę- płace rosną. Ludzie są mierni i mają małą wydajność pracy - mała płaca. Ale widac za trudne to dla autora

Przecież Polacy już mają tysiąc euro, gdybyś odciagnal zus i podatki. Sytuacja o której piszesz jedyne co spowodowała by na pewno to zwiększenie przychodu dla Państwa.Bo im większa pensja tym większe podatki. Nie wiem na czyjej partii zlecenie ten artykuł, ale napewno nie jest pisany dla dobra obywateli. Problem u nas tkwi w złym prawie, przerosnietej demokracji i za wysokich podatkach / zusach, akcyzach, pozwoleniach. A do tego nie dość, że kradną to jeszcze utrudniają. to jest diagnoza, a nie populistyczne wywody o pracy minimalnej!

Nie mogę zgodzić się z tą opinią z jednego powodu. Pierwszy skutek jaki przyniesie podniesienie płacy minimalnej to wzrost cen, a co za tym idzie inflację pieniądza. Zmiana technologii może okazać się długotrwałym procesem i zanim sytuacja by się unormowała to duża część przedsiębiorstw mogłaby tego nie wytrzymać. Moim zdaniem przedsiębiorcy najpierw będą podnosić ceny, a dopiero potem obniżać koszty przez inwestycje na nowe technologie.

Jak to się mówi, z ust mi to Pan wyjoł. Niestety nie tylko politycy ale również większość mieszkających w Polsce Polaków cierpi na brak wyobraźni. "Każdemu" wydaje się, że zarabia więcej (najcześciej o "200 zł.) od sąsiada i cieszy się tym jak dziecko.

Czyli polska gospodarka opiera się w 70% na małych, słabych firmach, których jedynym atutem i możliwością przeżycia jest niski koszt..... ciekawe... jest co zmieniać...... tylko nie widać woli tych zmian

1000 euro?... i 30% ludzi traci pracę, 30% małych firm zamyka się i wszyscy rejestrują się w urzędach pracy dla zasiłku, aby te zasiłki wpłacać rząd podnosi padatki w konsekwencji czego 40% pozostałych na rynku firm upada generując następnych bezrobotnych.. W ten sposób pietla się zaciska! Dusi! Zabija!

kwestia wyobraźni....

jaki bełkot. można go porównać do tekstów z lat siedemdziesiątych opisujących "Polskę roku 2000", opartą na węglu i z latającymi samochodami.

1000 euro jako płaca min.jest możliwa bez konieczności wzrostu inflacji.Poprostu przedsiębiorcy w początkowej fazie muszą uszczuplić swoje zyski,bo i tak te pieniądze zostaną z powrotem wydane na dobra konsumpcyjne w długiej perspektywie do firm trafi ta sama kasa od ludności.Jedyna przeszkoda to chciwość i pazerność bogatych.

Polecane